— Nie będziecie chodzić, więc się nie będzie należało.
Ale Obidowska robi się coraz groźniejsza.
— Jak to? — powtarza — my bez sezon na zarobek od gościa liczymy. Jak gość odjedzie, zarobek tez odjedzie... Tak być nie moze.
Tuśkę porywa jakiś wstręt nieokreślony.
— A przecież tak będzie.
Wychodzi szybko i wraca do izby.
To, co ją otacza, zaczyna jej się wydawać straszne, nieprzychylne, wrogie.
Nie patrzy na Pitę, która jak była poprzednio zaklęta w pozę nieruchomego bożka, tak pozostała do tej chwili.
Tuśka idzie wprost do swego łóżka, owija się pledem i kładzie się.
— Zasnę — myśli sobie — to będzie jeszcze dla mnie najlepsze. Wolę nie myśleć, może się uspokoję!