Porzycka przerywa mu gestem.

Niesie fenacetynę z apteki, szynkę i ostatnie „Liberum Veto”.

— Całe zakopiańskie! — woła, rzucając matce na kolana czerwony zeszycik.

Spogląda na Porzycką i w tej chwili dorozumiewa się, że się coś stało.

— Cóż tam nowego? — pyta.

Ona podaje mu anonim.

Czyta obcierając pot z czoła, wreszcie wybucha śmiechem.

— A to zwierzę!...

— Mniejsza o list. Tu chodzi o fakt. Czy to prawda?

Spojrzał na nią zdziwiony.