— Może... może byś wyjechał?
— Ja? po co?
— Widzisz... ja się lękam...
— O mnie?
— Nie. O nie, o Tuśkę — o Pitę!
Zaczął się śmiać, nawet dość szczerze.
— Ale nie bój się, mateczko! Nic im się nie stanie. Zresztą one jadą.
— Kiedy?
— W tych dniach.
Odetchnęła z uczuciem ulgi.