Porzycką ogarnia jakieś wielkie rozrzewnienie.
Obejmuje dziewczynkę i osłania połą swej peleryny.
— Nie, Pitusiu, głowa mnie nie boli. Ale...
Urywa.
Chce powiedzieć dziecku, że jest smutna, i powstrzymuje się.
— Po co ją dręczyć?... — myśli.
Ale Pita spod fałd okrycia podnosi ku niej swą bladą, anielską twarzyczkę.
— Pani smutna? — pyta.
Porzycka z rozrzewnieniem zwraca się ku dziecku.
— Tak, Pito... jestem smutna.