Pita ma tak wielki takt, że nie zapytuje: Co pani jest? tylko silniej przytula się do swej przyjaciółki.
— Może pani pokazać Wielki Wóz — proponuje uprzejmie — o!... tu, te trzy gwiazdy to dyszel, a tu koła... proszę, niech pani patrzy.
Ku gwiazdom zwraca swe promienne, błękitne oczy i ku gwiazdom w swej czystości anielskiej niesie, jakby na skrzydłach, smutek tej starej kobiety.
— A ta gwiazda, która jak brylant świeci, o... tu... to się nazywa...
Obie patrzą teraz na gwiazdy i na obu twarzach blask płonący w górze świateł zdaje się mieć odbicie w jasnej czystości źrenic...
XXVI
Jak cień biały, tak przemknęła Porzycka przez Obidowską chałupę.
Tych dni kilka spłynęło srebrną strugą, ożywczą i miłą.
Ostatnie chwile były cokolwiek zasępione i już sztuczna atmosfera zaczynała przebijać się coraz silniej.
Porzycki powiedział Tuśce o anonimie, lecz milczącą ugodą nikt, gdy byli wspólnie zebrani, nie mówił o tej ohydzie.