Może do Warszawy? — Wie, że Warszawę zobaczy, a przy tym Zakopane zaczyna jej się bardzo podobać; kto wie czy nie więcej niż Warszawa? — A więc zostaje tylko pani Porzycka.
Tak, po niej tęskni Pita. Przypomina sobie jej słodki głos, jej delikatne pieszczoty, to wszystko, co ta dobra pani do niej mówiła. Otrzymana kartka wzmaga tę tęsknotę. W karcie tej pani Porzycka wyraźnie napisała:
„Staraj się, droga Pito, nie opuszczać swojej mamusi, być zawsze przy niej, tak jak dobrej córeczce przystało”...
Tak napisała pani Porzycka.
Pita z całego serca pragnęłaby wypełnić to polecenie. Ona chciałaby pozostać przy swojej mamie, ale jakże to uczynić, jeżeli mama tego nie chce?... Pita czuje to wybornie. Jej wrażliwa, nerwowa natura rozumie w każdym drganiu, w każdym spojrzeniu niechęć i cofa się przed tym wrażeniem z najwyższą melancholią. Przy tym teraz ciągle jest z mamą pan Porzycki i Pita, która z początku garnęła się do niego jak do promienia słońca, teraz zaczyna uczuwać jakiś strach przed tym człowiekiem.
Śniło się jej raz, że porwał ją na ręce i rzucił w otchłań, gdzie dużo było dziewczynek. Te dziewczynki siedziały na kamieniach lub chodziły po wyschłych i brzydkich trawach i płakały. Wszystkie były smutne i płakały.
— Dlaczego płaczecie? — spytała te dziewczynki Pita.
A one otarły na chwilę oczy rozpuszczonymi włosami, które im spadały na plecy i na piersi w kręcone loki, i za całą odpowiedź wyrzekły:
— Posłuchaj!...
Pitę doleciał z góry, od krawędzi przepaści, chór zmieszanych głosów. To były głosy kobiet, śmiejących się kobiet...