Ale to był dziwny śmiech, jakiś straszny, łaskoczący, ścinający krew w żyłach. Śmiały się te głosy jak puszczyki, śmiały się strasznie, ale się śmiały... śmiały...

— Kto się tak śmieje?... — zapytała Pita.

— To nasze mamy! — odparły dziewczęta.

I zaczęły znów płakać na dnie przepaści i ocierać oczy włosami, które spadały im na plecy i na piersi jak złote i czarne płaszcze.

Taki był sen Pity.

*

I od tej chwili Pita bać się zaczęła Porzyckiego i często zdawało się jej, że ona błądzi wśród kamieni po zżółkłej i brzydkiej trawie, a z daleka ktoś się śmieje, strasznie, jak puszczyk, śmieje się przeciągle.

XXVIII

Kiedyż ma być to przedstawienie?

— Za dziesięć dni.