Uszczęśliwiony, ożywiony, biegnie do swojej izby i po chwili wraca niosąc nieduży zeszycik.
— Ja zawsze mam coś takiego na dwie, trzy osoby pod ręką. Oto dobry flircik na dwoje: Postscriptum.
Tuśka bierze w rękę zeszycik:
— Postscriptum?
— Tak. Bardzo łatwe. Będzie pani przeważnie siedziała przy kominku. To pani ułatwi grę. Ja pani zaraz rolę napiszę. Wieczorem zrobimy czytaną próbę...
Rozporządza się, rad i pewien siebie. Otwiera skrypt — czyta niektóre zdania, intonacje.
— I to nawet będzie lepiej, że grać będę z panią, nie ze Sznapsią — mówi. — To doda szyku. Cóż! aktorka? Każdy ją widzi sto razy. Pani prawie nikt nie zna... A potem — zabawi się pani wspaniale.
Tuśka czuje, że będzie to rzeczywiście zabawa „wspaniała”, i uśmiecha się na tę myśl.
Lecz nie wie, dlaczego równocześnie uparcie jak muchy brzęczą jej słowa „buty, jedna szklanka, nie jem kolacji, stróż nastawia samowar, wietrzę materace...”.
Po co ta plątanina rzeczy z mężowskiego listu? A potem ta Pita nieufna, milcząca, wpatrzona w swój rysunek!