W sali teatralnej pusto było i panował nieprzyjemny półzmrok.

Czarna jama zbyt wysokiej scenki, pozawieszana skandalicznymi płachtami, przyjęła Tuśkę i Porzyckiego.

Tu doznała zawodu.

Sądziła, że wejdzie w gwar, pomiędzy ludzi, hałas, przygotowania.

Tymczasem pusto było nawet w cukierni. Deszcz wypłoszył wszystkich. Kelnerzy drzemali po kątach. Sterty ciastek, cukierków, bombonierek zalegały stoły. Kiedy niekiedy ktoś wpadał, chwytał coś, turkotała furka i znów zapadała senna cisza.

Spomiędzy szmat reprezentujących „salon” wyłoniła się jakaś postać i leciuchno zbliżyła się do Tuśki. Jest to młody mężczyzna, odziany bardzo ubogo, o dziwnie wąskiej klatce piersiowej. Palto ma jasne, wytarte, za długie, buty bardzo zniszczone. Za to cylinder bajeczny, zupełnie nowy i tak lśniący, że odbija w sobie wszystkie przedmioty, które go otaczają. Stąd młodzieniec ten robi bardziej fantastyczne wrażenie nosząc na głowie jakby koronę, z jakichś niewyraźnych przedmiotów złożoną.

— Kolega Marcin — przedstawia Porzycki.

Kolega Marcin ukośnym wejrzeniem obrzuca Tuśkę z rodzajem cynicznego uśmiechu, który mu już bezwiednie przyległ do pobladłych warg, skłania się w milczeniu i zabiera się do pełnienia obowiązków suflera.

Tak się to wszystko odbywa smutnie, urzędownie, że Tuśce, która ma inne pojęcie o kulisach, scenie, choćby nawet amatorskiej, zaczyna się robić jakoś dziwnie. Mówi swoją rolę apatycznie, cała zajęta myślą poprzedniej sceny z Porzyckim, który formalnie unika spotkania się z nią wzrokiem. Tuśka jest trochę skrępowana deskami, jednak nie tyle, jak przypuszczała. Zdaje się jej, że ma szczudła na nogach. Marcin podpowiada niewyraźnie, widocznie w złym humorze. Na scenie nie ma ani jednego krzesła — Tuśka i Porzycki mówią swe role stojąc.

Próba wlecze się w ten sposób czas jakiś. Tuśce zaczyna się robić bardzo przykro. Ma ochotę powiedzieć, iż grać nie będzie i wraca do domu. Boi się jednak obmyślić coś stanowczego. Wstyd jakiś ją dławi. Po co jest tutaj? Skąd się wzięła na tej scenie? Drzwi wejściowe się otwierają, wsuwa się kilka osób, dwie kobiety, jeden mężczyzna.