— My? byczo, ale ty gdzie się wkopałeś? ani dychu o tobie... Czemuś nie przyjechał na Jaszczurówkę?
— Dobryś sobie, w taki deszcz!...
— Jeszcze w gorszy potrafiłeś nas znaleźć!
— Stulcie dzioby i siedźcie cicho, bo my mamy próbę.
Obrzucają ciekawym spojrzeniem Tuśkę, tak jak przed chwilą Marcin. Ona aż dostała wypieków pod ich spojrzeniami.
— Jedźcie dalej!... nie przeszkadzamy.
Siedli rzędem w pierwszej ławce, poopierali ręce na parasolach, laskach i patrzą.
Tuśka usiłuje odzyskać spokój, równowagę, ale nie jest w stanie.
Spogląda miłosiernie na Porzyckiego, lecz on nie dostrzega nawet jej zmieszania. Zaczyna mówić swoją rolę, rad, że się może popisać damą z mondu przed kolegami. Nie chce przedstawić Tuśki jako swej kochanki, broń Boże! ale miło mu, że ma ładną i szykowną znajomą.
Tuśka żałuje teraz naprawdę, że się wplątała w tę awanturę. Zdaje się jej, że stoi na rusztowaniu i że ściągnięto z niej wszystko odzienie. Mówi szybko i cicho. Porzycki spogląda na nią zdziwiony. Nigdy jeszcze nie mówiła tak źle swej roli. Ten wzrok miesza ją do reszty. Bliska jest płaczu. Widzi, że idzie zupełnie źle. W rozpaczy pociera ręką po czole.