— Co pani? — pyta wreszcie Porzycki.

— Głowa mnie boli.

Lecz on jest teraz innym człowiekiem.

— Niezadługo skończymy — mówi ozięble.

To jest dla Tuśki jakby podcięcie szpicrutą. Czuje, że i tu przegrywa stawkę. Instynktownie odczuwa, że Porzycki chciał popisać się nią przed kolegami. Uśmiecha się ironicznie i nagle w niepojęty sposób odzyskuje rezon. Zaczyna grać lepiej i gorzej. Popełnia bowiem mnóstwo niedorzeczności obok rzeczy zupełnie dobrych i pomysłowych. Śliczna jej postać, ładna twarzyczka, błyszczące pod szafirem woalki oczy, piękna suknia, ładne obuwie i rękawiczki usposabiają na korzyść. Przy tym zachowanie się jej jest pełne taktu i nie wyzywające.

Aktorzy mrugają na siebie z zadowoleniem.

Do rampy podchodzi wysoka, czarno odziana kobieta.

— Słuchaj, Porzycki — mówi do Porzyckiego — nie robisz pani uwag? Pani źle akcentuje.

Porzycki wzrusza ramionami.

Tuśka zarumieniona zatrzymuje się w pół zdania.