— Cóż dziwnego, że pozostał trochę w cukierni z kolegami, przecież w tym nie ma nic złego...
Zbliżyła się do lustra, doprowadziła do porządku włosy.
W tej chwili zachrobotał ktoś we drzwi.
Obidowska wsunęła przez próg rękę.
— To dla nich! — wyrzekła — a to dla małej.
Paczka ciastek, na nich śliczna róża, kilka gazet, a dla Pity pudełko cali chloricum.
Drobnostka... nic...
Z piersi Tuśki spada ciężar, świat się jej rozjaśnia, mimo że świeczka dogasa.
— Proszę podziękować!
Niewyraźny pomruk gaździny jest całą odpowiedzią.