— Gaździno!...

Porzycki coś koło roweru majstrował.

— Pani pamięta? — zapytał — dziś próba, będzie Markowska i Marcin.

— Pamiętam — odrzuciła sucho Tuśka.

Chciała mu rzucić w twarz, iż grać nie będzie, że nie pozwala im, tej bandzie Cyganów, wtargnąć do swego mieszkania, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego, ale coś ją wstrzymywało, paraliżowało jej słowa. Mówiła to sobie wszystko w myśli, głosem wydać nie była w stanie.

Zwróciła się do swego pokoju. Gdy już była na progu, Porzycki zatrzymał ją słowami:

— A!... chciałem panią uprzedzić, że dziś nie będziemy jedli razem obiadu. Jestem zaproszony.

— Do kolegów?

Twardo popatrzył na nią przez chwilę.

— Tak! Stamtąd z Marcinem i Markowską do pani przyjadę.