— Odwieziesz mnie?
— Naturalnie.
Znów Tuśka doznała ściśnienia serca. Przez krótką chwilę, poddając się czarowi Markowskiej, nie żywiła ku niej złości i dlatego mniej cierpiała. Gdy widziała Porzyckiego wychodzącego z tą kobietą, odżył w niej cały ból, zdwojony jeszcze musem tej sytuacji.
Aktorka zbliżyła się do Pity, pragnąc ucałować dziecko.
— Pani pozwoli? — zapytała Tuśki.
Lecz Tuśka rzuciła się żywo:
— Nie — nie...
Zdawało się jej, że to ją samą pragną dotknąć usta aktorki.
Porzycki spojrzał na Tuśkę zdziwiony.
— Dziecko jest chore na gardło... Pani może zachorować... — tłumaczyła się Tuśka.