— A... tak!...
Tuśka jednak musiała istotnie zmienić się i zblednąć, bo oczy Porzyckiego wbiły się w jej twarz uparcie.
— Do jutra!
Wyszli oboje do sieni.
Słychać było, jak zamieniają z sobą jakieś krótkie, urywane zdania.
Wreszcie drzwi od dworu się otworzyły, furka zaturkotała i nastała cisza.
Tuśka spojrzała dokoła. Porozstawiane naczynia od herbaty i ciastka, dalej owa maszynka — wszystko zaczęło drobiazgami okrutnymi ranić jej serce. Gdy wzrok jej padł na Pitę, rana ta powiększyła się jeszcze silniej. Teraz ta słodka, śliczna twarzyczka będzie jej uosobiała tamtą, ową Amę — ich córkę, ich dziecko, rozwiane widmem kochanym i tak bardzo silnym, jak nic nie jest silne w życiu!
Uczucie przykrości z tego wynikłe było dla Tuśki tak dojmujące, iż nie mogła pozostać dłużej w pokoju. Pod pretekstem zawołania gaździny otworzyła drzwi i wybiegła do sieni.
Ciemno tu było i duszno od wilgoci i stęchlizny.
— Nie mam nic!... — myślała Tuśka, rozżalając się nagle nad swym losem — nic, ani męża, ani córki, ani...