Tuśka rozglądała się dokoła i podobać jej się zaczynało ogromnie to cygańskie urządzenie.
Zbliżyła się do biurka i patrzyła na porozstawiane fotografie. Natychmiast doznała ściśnienia serca. Kilka fotografii Porzyckiego w kostiumach i zwyczajnym ubraniu, w dużych formatach, porozstawiane było w ramkach i pozatykane za pluszowe wstążki parawanika, ustawionego na biurku.
Na niektórych czerniły się ukośne napisy, lecz Tuśka od razu przeczytać ich nie mogła.
Sznapsia uprzejmie zbliżyła się ze świecą w lichtarzu.
— To moja Ama! — wyrzekła, wskazując dużą fotografię ślicznej dziewczynki, której nadziemska twarzyczka rzeczywiście dziwnie przypominała Pitę.
— Troszkę młodsza na tej fotografii od Pity, ale prawda, jaka podobna?
Tuśka nie odpowiadała nic przez długą chwilę.
Patrzała, chciała się spytać, czy dziecko to żyje i czy to jest dziecko Porzyckiego? — ale nie śmiała. Przeniosła wzrok na aktorkę, która smutna, owiana swą czarną gazą, wbiła swe prześliczne oczy w fotografię dziecka.
— Umarła dwa lata temu!... — wyszeptała wreszcie, wzdychając ciężko.
Tuśkę to westchnienie przeszyło do głębi. Wyobraziła sobie, jakie wspólne chwile smutku łączyły tę kobietę z Porzyckim.