Oczy jej błyszczą, usta płoną jak kwiat granatu. Wachluje się, przechylona na krześle. Do ramienia jej prawie przywarty szepce Porzycki słodkie, miłe słowa. Od czasu do czasu spotykają się ich oczy i przeszywają tak miłosnym spojrzeniem, że stają się aż bolesne siłą swoją. I ręce dążą ku sobie. Zbiegają się za wachlarzem, pod serwetą, na wiązance kwiecia. Sznapsia i aktorzy to widzą, lecz patrzą na tę rzecz filozoficznie. Mężczyźni zazdroszczą. Markowska może śledzi ze smutkiem, jakby z żalem, ale i ona widocznie jest w stadium pewnego flirtu z jednym z aktorów. Przynoszą lody i szampana. Jowialny komik, stary kawaler, przysiadł się do Pity i dolewa jej wina. Tuśka od czasu do czasu przytomnieje, a wtedy surowa zwraca się ku córce i upomina ją, aby nie jadła słodyczy i nie piła wina. Lecz Pita, rozbawiona konceptami komika, którego okrągła, tłusta, różowa twarz bawi ją niepomiernie, daje się namówić przez niego do „nieposłuszeństwa” i w sekrecie popija z jego kieliszka benedyktynkę.

W restauracji przepełnienie. Tańce dogasają, zmęczone pięty żądają wypoczynku. Późna noc powoli rozsunęła się nad Tatrami. Deszcz przestał padać, jakaś uroczysta zapanowała cisza. Od lasów płynie woń przepojonych wilgocią mchów. Coś radosnego, wielkiego zwiastuje ta woń...

Lecz zbici w tłum ludzie nic o tym nie wiedzą. Chłoną w siebie swąd kuchenny, ostrą woń spoconych ciał, dym cygar i podniecają się sztucznie, aby przepchać się ku śmierci.

*

Proch jesteś — w proch się obrócisz!

W proch?

Od Tatr, od gór, od hal skrzydła się jakieś rozwiały. Limby samotnie rosnące żyją, dzwonki liliowe żyją, mchy krwawe żyją, złotogłów drga życiem. Smreki dyszą wonią.

Od Tatr, od gór, od hal skrzydła się jakieś rozwiały...

Ten dech, to tchnienie, właśnie to może zwiastowanie, że pył życiem się stał. Limba w pył korzeniami wrosła, w nim jej nasienie siłę wzięło do życia, do tchu... tak samo krwawy mech, ametystowy dzwonek, gencjana z szafiru, złotogłów z topazu.

W tę noc, w tę cichą noc, od Tatr, od hal, od gór, w dolinę zakopiańską spływa może objawienie najwyższe, spływa to, co zakryte i tajemnicze zda się, a może najprostsze i łatwe do przejrzenia jak krysztalne światło poranka.