— Co ci, Pito? jesteś chora?
— Nie... mamusiu...
Porzycki zaczyna się śmiać.
— To nic... Pita troszkę za dużo jadła lodów i piła benedyktynki.
Pita wzgardliwie wzdyma usteczka. Jest tak dumna, że ta uwaga aktora przyprowadza ją na pewien czas do równowagi.
Ale niedługo to trwa. Za chwilę znów kurczy się i blednie.
Tuśkę ogarnia przerażenie. Fotografia Amy miga jej przed oczyma. Kto wie! może właśnie dziecko aktorskie zaziębiło się, gdy także powracało z matką z takiej kolacji. I te słowa Sznapsi: „Często myślałam, że to może kara za to, co ludzie nazywają winą...”.
Równocześnie Tuśka czuje, że Porzycki w fałdach peleryny szuka jej ręki.
— Nie, nie...
Zwraca się do dziecka, zdejmuje nerwowo ze szyi szal sznelowy i otula nim dziewczynkę.