— Po co?
— Czy straciłem zaufanie?
Tuśka uśmiecha się cierpko.
— Co panu na tym zależy! Za miesiąc nie będziesz nawet wiedział, że istniałam.
Czeka na jakieś zaprzeczenie. Tymczasem Porzycki milczy. Na jego twarzy widać zniecierpliwienie.
— Jakże... czy nie mam racji?
Porzycki przyciska silnie jej ramię.
— Po co myśleć o tym, co będzie? Teraźniejszość tylko istnieje.
— Pan przecież się o przyszłość bardzo troszczy.
— Och! to pod względem materialnym. Mam matkę, muszę, ale pod względem uczuciowym... Nie, nie, proszę się rozchmurzyć. No! ja proszę! Po co zatruwać sobie takie śliczne chwile. O! jak słońce cudnie świeci — wieczorem pójdziemy do Płonki, jutro znów...