— To twoja mama się tak śmieje!

Pita przypomina sobie, że ona już ten śmiech słyszała.

Tak, w tym strasznym śnie. Tak śmiały się mamy tych płaczących na dnie przepaści dziewczynek, tak samo zupełnie.

Raz jeszcze ponawia się ten śmiech w zielonej toni modrzewi, po tamtej stronie potoku.

I wreszcie milknie wszystko.

— Zbierajmy kwiaty!... — mówi komik. — Dalej! Panno Pito, na wyścigi. Kto zbierze piękniejszy i większy bukiet.

Jak różowe goździki płoną uszka Picie, jak złoto naparstnic świecą jej włosy...

Dziecko wyciąga rączki, zanurza je w kwiatach, pochyla ku nim główkę. Kryją ją wysokie tojady i garną ku sobie miłośnie.

W błękitnych oczach dziecka coś lśni, coś drży, ni to gwiazda, ni to kropla rosy...

Kwiaty miłosiernie śliczne dziecko tulą, jej smutek w siebie chłoną, ból piją.