— Och, jak to panu łatwo powiedzieć!
Zatrzymała się. Modrzewie kończą się już. Przed nimi mała polanka; a dalej ciemny las z baldachimem silnie rozpiętych jodeł i świerków.
— Dlaczego pani nie chce się z życiem pogodzić? Czego pani brak? Młoda pani jeszcze, zdrowa, ładna, ma pani wszystko, co do wygodnego życia mieć trzeba... kochają panią...
— Mnie?... kto?...
Porzycki patrzy na nią zdziwiony. Wreszcie chwyta ją w objęcia.
— No... a choćby ja.
Chce ją całować, lecz ona po raz pierwszy uchyla się od pocałunków.
— Nie, nie — pan mnie nie kocha!
— Ależ ja za tobą szaleję!
— Nie... nie... pan mnie nie kocha!