— Czy wiesz, co mówisz i do kogo...
— Wiem, wiem — do najpiękniejszej i najmilszej z kobiet...
Drży cały, pobladł, oczy mu pociemniały. Szuka jej ust, jej szyi, modrzewie gną się, łamią.
Ona sama mdleje prawie z dziwnego wzruszenia.
— Moja... moja...
Nagle potykają się o coś leżącego w krzakach modrzewiowych na samym skraju polanki.
Jakiś człowiek leży obrócony twarzą do ziemi, nieruchomy, odziany w góralskie ubranie.
Tuśka rzuca się przerażona.
— Pijak!...
Odsuwają się szybko, nagle przyprowadzeni do równowagi. Wydostają się z krzaków. Porzycki spostrzega, że jego jasne obuwie jest całe zbroczone krwią.