Do policzka Tuśki leciuchno przywarły się na chwilę spierzchłe wargi i sztywne, kolące wąsy. To samo następnie odczuwa Pita.

Oczy wyblakłe, oczy otoczone czerwoną obwódką patrzą łakomie dokoła.

— Chciałem i ja te Tatry zobaczyć.

— Chodź do pokoju. Proszę cię.

— Byłem i tam. Wcale ładne izby.

— Och!...

— Ale co to? Jesteś w żałobie? Czarno?

Tuśka powściąga chęć wzruszenia ramionami. W jednej chwili mroźna grzeczność Wareckiej ulicy owiała ją całą i wzięła w dawne karby.

— Nie jestem w żałobie, ale czarne ubranie jest o wiele praktyczniejsze.

Wchodzą do pokoju.