Gaździna pod oknem niby coś ceruje, na łóżku, na wpół trzeźwy, z głową opartą rozpaczliwie na rękach, siedzi Józek.
Nieruchomy, zmartwiały, niby sęp oślepły ze skrzydłami związanymi.
Tuśka wyciąga rękę z listem.
— Czy gazda ma czas?
Obidowska podnosi głowę.
— Bo co?
— Chcę, żeby bardzo prędko poleciał z tym listem i oddał go panu.
— Nasemu panu?
Tak Obidowska nazywa zawsze Porzyckiego.
— Tak.