— Kazał jeij w izbie siedzieć, wiązał ją... ucło się jei... Ubili.
Pokręciła głową.
— Ubili — powtórzyła.
Tuśka chmurnie na nią spojrzała.
— Po co ją więził? — wyrzekła porywczo. — Ma za swoje...
Gaździna otworzyła szeroko swoje wielkie, czarne źrenice. Z otwartych drzwi od dworu padał na nią przechodni blask. Zdawała się jakby w koronie światła. Wyraz jej twarzy wskazywał, że słowa Tuśki wydobyły z niej wreszcie to, co ją strachem poiło.
— Jakże to? — wyrzekła. — Ona jemu zona, do innych się rwała.
— Przemocą źle trzymać: urwie się wreszcie i jeszcze można źle wyjść na tym.
— Naremnie najlepi!
— E! gwałtem najgorzej. Jak się ptak z klatki wyrwie, to już go nie złapiecie, a może jeszcze i zabić.