— Co?... A!... tak — mąż... Gdzież jest?

— Siedzi na werandzie, pije kawę.

— Naturalnie.

Zaczyna się śmiać. Ten śmiech zbija trochę z tropu Tuśkę.

— Jam temu nie winna...

— Czemu? że pije kawę?

— Nie, że... przyjechał.

— A któż panią wini?

— Ja... myślałam... że pan...

— Ja?