— !!!
— Tak. To się jakoś ułoży.
Załamała ręce.
— Ale jak? jak?... Mnie to zabije.
Roześmiał się znów i pogładził ją po rozpuszczonych włosach.
— No, no, nie tak tragicznie. Niech no się kiciątko nie martwi. My to jakoś ułożymy, że wszyscy będą zadowoleni.
Powtarzała ciągle gorączkowo:
— Ale jak? ale jak?
— Jakoś!...
I nim opamiętać się zdołała, pocałował ją gorąco i znikł we drzwiach, prowadzących na ulicę.