Porzycki zdaje się jednak nie dostrzegać nic ubliżającego w odezwaniu się Żebrowskiego, bo wesoło proponuje po obiedzie wycieczkę do Kuźnic.

— Pokażemy panu dobrodziejowi czepculki! — śmieje się swobodnie.

— Czy to góry?

— Nie, nie. To specjalność kuźnicka... Pan dobrodziej zobaczy.

— Ba... ja chciałbym widzieć jak najwięcej gór.

— Ale naje się ich pan jeszcze łyżką. Myśmy się ich już najedli. Prawda? co?

Zwraca się do Tuśki.

— Żona pana dobrodzieja niewielka amatorka gór. Nie chce chodzić na wycieczki...

Z czymś widocznie czai się Żebrowski.

— A czy to bardzo niebezpieczne? — pyta wreszcie nieśmiało.