— Co?
— No... taka wycieczka.
— Jak jaka.
— No... ale taka nieduża, całkiem mała wycieczka.
— Cóż ma być niebezpiecznego?
— Bo to można zlecieć.
— Ech! gadanie... skoro się ma pewne nogi i przytomność umysłu.
Żebrowski już nic nie odpowiada. Coś zdaje się rozliczać, obmyślać, wreszcie znów pyta:
— A pan dobrodziej był w górach?
Porzycki parsknął śmiechem.