— Ależ ja znam Tatry jak własną kieszeń.

— I nigdy pan nie zleciał?

— Parę razy.

— A widzi pan.

— Ale mi się nic złego nie stało i jestem zdrów i cały. No... ale jakże będzie z Kuźnicami?

Po Tuśce aż mróz idzie.

W jednej chwili przypomina sobie nieodstępne zielone palto męża, jego zeszłoroczny kapelusz, ogarnia wzrokiem niepoczesną minę i czuje, że nie może zaprezentować publicznie „coś takiego” jako swego męża. Zanadto mizerny, zanadto wyblakły, zanadto żaden.

— To niepodobna — mówi tonem arbitralnym — mam migrenę, głowa szalenie mnie boli, dziś pozostanę w domu.

Porzycki patrzy na nią, widzi, że jest zdrowa, więc wzrusza ramionami.

— Właśnie przejażdżka pani pomoże.