Ale ona gwałtownie wstaje i odsuwa krzesło.

— Nie... proszę, niech pan nie nalega.

Wysiłek trwał za długo. Łzy ją po prostu dławią.

— Idę się położyć.

Szybko wychodzi do swego pokoju. Mąż nie rusza się od stołu.

— Najlepszy na migrenę spokój — decyduje półgłosem. — Ja po chwili pójdę się przejść z Pitą.

— Tak, tak, najlepiej pan zrobi.

Porzyckiemu widocznie przykro. Chciałby iść za Tuśką — nie może.

Wraca do siebie, idąc cicho jak kot przez sionkę.

Po długiej chwili słyszy, jak Pita i Żebrowski idą ku miastu. Wychodzi za nimi i patrzy stojąc przed domem, jak się oddalają z wolna w smudze drożnej. Pita jest widocznie szalenie nerwowo wrażliwa. Gdy idzie z matką, przybiera zupełnie ruchy Tuśki, gdy idzie z ojcem, ma ten sam chód kościany, wymierzony i automatyczny.