— Fenacetyna!
Porzycki wyciąga przez okno rękę z proszkiem. Wejść nie chce. Tuśka leży ubrana na łóżku. Twarz rozpaloną przycisnęła do poduszki.
— Pani Tuśko! fenacetyna!
Tuśka z trudnością podnosi głowę. Jest rzeczywiście chora, tak jak to kobiety zmartwione chore być umieją.
— Dziękuję panu, ja nie zażyję — odpowiada słabym głosem.
— Ależ... pomoże.
— Nie. Mnie nic nie pomoże.
— Zawsze pomagało.
— Ale dziś nie pomoże.
Porzycki stoi bezradny wobec tej rozpaczy.