— Tak, tak — przyświadcza Tuśka.
— Widziała mnie pani na Weselu?
— Naturalnie.
Aż drży, aby nie wziął jej na egzamin, którą grał rolę, bo będąc na sztuce, nie interesowała się aktorami.
— No... widzi pani... Czy można mnie nie zauważyć?
— Nie, nie można!
Tuśka jest coraz więcej zdenerwowana. To zajmowanie się sobą i swoim aktorstwem wydaje się jej więcej niż niewłaściwe. Mógłby też zwrócić uwagę na to, co się z nią dzieje.
— Teraz nie będzie się pan dziwił niczemu! — mówi, siadając przy oknie i opierając się o ramę.
Porzycki ma minę złapaną. Właściwie nie wie, czemu ma się dziwić i dlaczego nie ma się dziwić.
Zbliżenie się Tuśki działa jednak na niego, tak jak zawsze. Ogląda się i szybko zaczyna całować jej ręce, które wysuwają się śliczne i kształtne spod fałdów szala. Ta pieszczota doprowadza Tuśkę do szczytu. Zaczyna szlochać, z początku cicho, potem z coraz większą gwałtownością.