— I dziś.

— Ciągle jesteś chora?

— Ciągle.

— Jak się to źle złożyło!

Żebrowski pokręcił głową.

— Szkoda! mam taką ochotę pojechać do Kościelisk.

Tuśka odwróciła głowę.

— Jedź z Pitą.

— Hm... to pojadę.

Już trzeci dzień Tuśka udaje chorą, aby nigdzie nie wyjść z mężem i nie prezentować go zakopiańskiej publiczności. On zaś, jakby ukąszony przez tarantulę, jednej chwili na miejscu usiedzieć nie może. Robi wrażenie drewnianej zabawki, w której popsuły się sprężynki, normujące jej ruchy, i która wierci się, kręci, nie mogąc się po prostu zatrzymać w tym ruchu. Od rana kołace się po swojej izbie, pluszcze się w wodzie, odziewa, skrzypi drzwiami od werandy, łazi naokoło domu, zaczepia górali, wdając się z nimi w pogawędkę i zachwycając się ich udaną naiwnością i prostotą.