— Co?... do tych kołtunów? — zapytała wyniośle — ja do takich ludzi nie chodzę. — Nie lubię, żeby mi kto z kaloszami do duszy właził.

Zapożyczyła to zdanie ze skarbca wyrażeń Porzyckiego i innych aktorów.

Żebrowski bardzo się zdziwił.

— Ależ moja droga!... Widziałem wczoraj tych państwa na werandzie. Wyglądają bardzo solidnie i przyzwoicie.

— Och! och!... — zaśmiała się Tuśka.

— Naprawdę, bardzo przyzwoicie. Zresztą sama pisałaś...

— Co pisałam, to się nie liczy. Dowiedziałam się później takich o nich rzeczy, iż uznałam za stosowne zerwać z nimi.

Żebrowski pokręcił głową.

— Szkoda!

— Nie masz czego żałować. Ci państwo ładnie się traktują, gdy są sami. On ją nazywa jędzą, a ona jego kretynem... Słyszałam na własne uszy. Prawda, Pito?