— Tak, proszę mamusi!
— Zresztą to są wstrętne burżuje, które tylko pasą się cały dzień i o niczym nie myślą, tylko o żołądku i o swoich... obowiązkach! Wstrętne płazy, wstrętne! wstrętne!...
Już się nie hamowała, wybucha otwarcie.
Żebrowski spojrzał na nią uważnie.
— Dlaczego się tak unosisz? — zapytał — czy jesteś chora?
Tuśka zaczęła śmiać się przeciągle i nienaturalnie.
— Chora!... chora!...
— ???
— Chora jestem, chora, dlatego że przestaję być manekinem, drewnem, marmurkiem.
— Nigdy cię taką nie widziałem!