— To niemożebne!
— Mam talent.
— To jeszcze pytanie.
— Sam pan mówiłeś!
— Szaleństwo! To było amatorskie granie. Na scenie to zupełnie co innego.
— Wyrobię się.
— A ja raz jeszcze powtarzam, że to niemożebne.
Nie chciała go drażnić. Udała, że ustępuje. Instynkt jednak kazał jej uprzedzić go, że będzie miała jakieś środki do życia, że nie będzie mu ciężarem.
— Zresztą ja mam posag! — rzuciła.
Porzycki spojrzał na nią uważnie, chmurząc się. Zdawało mu się, że chce go tym „posagiem” pociągnąć ku sobie.