— Do śmierci?
— Do śmierci!...
Ustami przywarli do siebie. Gorące dreszcze przepoiły ich ciała. Tchu im zabrakło, tak długo byli ustami złączeni. Ona pierwsza, blada, osunęła się, powieki jej opadły i turkus oczu zakryły...
— Teraz zostaw mnie! — prosiła.
Odsunął się, lecz nie odchodził. Zdawało mu się, iż rola jego jest nikła wobec tego, co ona dla niego uczyni. Właściwą mu bystrością objął to wszystko, na co ona się naraża. Utrata stanowiska, pogarda ludzka, szarpanie jej czci, zejście do roli dwuznacznej kochanki aktora, następnie bolesne walki z mężem, pożegnanie z synami... To wszystko ciemną smugą przesunęło się przed jego oczyma.
Zapragnął i on coś poświęcić z siebie.
— Ja wszystko powiem twemu mężowi! — wyrzekł nagle — niech się sprawa wyjaśni. Tak będzie najlepiej.
Lecz ona porwała się z krzesła.
— Zakazuję ci!... Nie mów nic. Z tego może wyniknąć nieszczęście... Przysięgnij! Daj słowo honoru, że będziesz z nim tak samo jak do tej chwili, a nawet lepiej jeszcze.
— Dlaczego?