Porzycki się namyśla.

— Dokąd? dokąd?

— Do... Czarnego Stawu.

Żebrowski jest zachwycony.

— Czy to daleko?

— Nie.

— A niebezpiecznie?

— Ależ cóż znowu, dzieci tam chodzą. Niech się pan nie boi... ze mną się nic złego panu nie stanie.

Żebrowski rad chichoce cicho.

— Ja wiem! wiem! Pan jest silny, zdrów, dzielny. Doskonałą miałem ideę udając się do pana. A kiedy pójdziemy? Może jutro... Bo ja zaledwie parę dni mogę zabawić.