— Niech będzie jutro.
Umilkli, bo Tuśka i Pita, zawróciwszy, zbliżały się ku nim.
— Wracamy do domu — rzekła Tuśka przechodząc. — Zimno i głowa mnie boli.
Oczy jej utonęły w oczach Porzyckiego. Przelotnie przypomnieli sobie tym spojrzeniem niedawne pocałunki i postanowienia.
Kobiety poszły znów naprzód. Żebrowski, uczepiwszy się serdaka Porzyckiego, powstrzymywał go.
— A... co mam z sobą zabrać? — zapytał.
— Nic.
— Serdak przecież wezmę.
— No, tak.
— I ciupagę.