Gdy się rozstawali, mrugali do siebie tajemniczo i porozumiewawczo, a ręce ich ścisnęły się serdecznie i gorąco.

Ręce męża i kochanka.

Tak bywa.

A co najdziwniejsze, że był to prąd szczery, choć bezwiedny.

XXXV

— Idźmy jeszcze dalej. Ja czytałem, że jest jeszcze jakiś Zmarzły Stawek.

— Nie. Tu zostaniemy. I tak pan ledwo żyjesz.

Żebrowski wydął swą biedną klatkę piersiową.

— To się panu tak zdaje. Ja bym dopiero teraz poszedł światami!

Ręką wskazał dokoła wspaniale, pełen energii. Lecz ręka mu opadła, osunęła się na głaz i przypadł twarzą do mchu.