— Aha!

Mąż Tuśki zdawał się przez chwilę zbierać myśli i przeżuwać doznane wrażenia.

— A czemu nie szliśmy nad przepaściami?

Porzycki wesoło się roześmiał.

— Bo jesteśmy jeszcze bardzo nisko i o przepaściach nie ma mowy.

— Nisko? a mnie się zdawało, że my Bóg wie gdzie jesteśmy. Takeśmy się pięli w górę, skakali przez potoki... no... no...

— Przede wszystkim wyszliśmy późno.

— Proszę pana, cóż ja winien, że żona całą noc nie spała i skoro świt zbudziła się, chodziła po swej izbie, płakała czy coś...

— Płakała?

— Zdaje się. Może ją zęby bolały.