— Po co?
— Na ogień!
Radość dziecinna błysnęła w oczach Żebrowskiego.
— Rozpalimy ogień?
— No, a jakże pan myślał? Musimy zrobić herbatę i trzymać ogień przez noc.
— Jak to? przez noc?
— Ano, do rana.
— To my będziemy tu nocowali?
— Naturalnie. Przecież po nocy z panem nie będę wracał do Zakopanego. Jeszcze pan gdzie zleci i będzie awantura. Niech pan siada spokojnie i czeka na herbatę.
Żebrowski zafrasował się setnie.