— Bardzo byłem szczęśliwy, że mogłem, choć z trudem, Tuśkę i Pitę do Zakopanego wyprawić. Niech choć one użyją trochę powietrza i nabiorą sił... bo cóż? w Warszawie — pan wie... miasto, kurz... złe warunki... bardzo jestem szczęśliwy.

I jakby się tłumaczył, dodał z żalem:

— Chętnie zostawiłbym je tutaj na parę miesięcy, ale...

Ręce rozłożył.

— Rada by dusza do raju... i to zrobiłem nad siły!

Porzycki milczał.

Żebrowski to milczenie inaczej sobie wytłumaczył.

— Ja pana nudzę?... co?...

— Nie, nie.

— Ot... nie wiem, skąd mi się na takie gadanie wzięło. Tuśka śmiałaby się ze mnie, gdyby to posłyszała. W ogóle nie należy na życie narzekać. Są jeszcze gorsze sytuacje. Co?...