Powoli — i ręce ich rozplotły się.

Nastała znów cisza i ciemnia.

Porzycki powrócił znów na swój głaz i siedział nieruchomy, a wkoło niego gęstniała coraz silniejsza, coraz czarniejsza noc.

XXXVI

To jest maluchny kątek ten cmentarz zakopiański...

Ot, nic, szmateczek ziemi, a na nim kretowiny, groby, kamyki pomników, trochę trawy i z trudnością rosnących kwiatów.

A przecież to ogromny ból życia, ta cała jego ironia, na tym szmateczku ziemi zawarta.

Rzędem stoją groby.

I na nich:

„Zmarła w życia wiośnie...”