— Może chciał zamaskować nasze projekty... może...

Z całą natarczywością chwyta się tej myśli.

— Musiał się go uczepić, a i on nie mógł mu odmówić...

Uspokoiwszy się trochę, zaczyna Tuśka zagłębiać się coraz więcej w tę pewność rozstania się z mężem, w tę swoją przyszłość, która jest jeszcze dla niej zakryta, ale którą zdaje się, że według własnej woli urządzić potrafi.

Materialna strona gnębi ją niemało. Postanawia od Porzyckiego nie przyjmować nic.

— Gdybym choć umiała malować na porcelanie albo znała retuszerię, albo buchalterię, albo skończyła medycynę... Zanim mnie przyjmą do teatru... A może on mi nie pozwoli być na scenie...

Przyjemną jest ta myśl, dająca jej dowód, że Porzycki jest o nią zazdrosny.

Z tym wszystkim jednak trzeba będzie żyć.

Zresztą... jakoś to będzie!

Myśli jej są chaotyczne, kłębią się, ważą, ścierają.