A w Tuśce jakoś serce zamiera. Tchu jej po prostu brak. Zdaje się jej, że jakieś wielkie, straszne nieszczęście idzie naprzeciw niej.
Idzie, a ona musi je przyjąć, ona nie może zapobiec, bo siła walącego się nieszczęścia jest zbyt straszna i przeciwko niemu istota ludzka nic poradzić nie jest w stanie.
Gdy doszli do niej, gdy zrównali się z nią, ona już to nieszczęście w sobie całe przeżyła.
I gdy Porzycki podał jej rękę na powitanie, poczuł, że ręka Tuśki w jego dłoni drży jak ptak zraniony, który padł pod nogi myśliwca.
Nie spojrzeli na siebie, ale odczuli prawie wszystko.
*
To była jedna, krótka chwila.
Jego ogarnęła litość na widok jej zmienionej twarzyczki i zaraz rzucił:
— Jesteśmy... Tęskno było za panią!
Żebrowski uśmiecha się blado.