Subtelny zapach białej róży i ambry rozpylił się dokoła. Porzycki odetchnął tym zapachem i w tej chwili poczuł, że trudniej mu będzie oderwać się od Tuśki, niż przypuszczał.

— A jednak to się stanie... — pomyślał twardo. — To stać się musi.

W głębi jego duszy zrodziło się znów pytanie:

— Ale jak? ale jak?

I zaraz przed umysłem jego mignął szablon zerwania.

— Napiszę list...

Lecz wydało mu się to nieodpowiednie.

— Nie, nie... tak z nią nie można. Coś innego...

Czuł, że ona odwróciła się i patrzy na niego.

— Pan jakiś zmieniony... Co panu?