— Mnie? nic.
— O! mnie pan nie oszuka. Dlaczego pan nieswój?
— Jestem... zmęczony.
Tuśka uśmiechnęła się tryumfalnie.
— A co! a co...
— ?
— Jedną dobę był pan w... jego towarzystwie i zmęczył się pan. Teraz pan mi się nie dziwi — prawda? On może artystyczną duszę doprowadzić do ostateczności. Prawda?
— Może...
— Nie może, ale tak.
A Porzycki myśli: