— Nie wezmę!
— Proszę cię.
— To ja cię proszę!
Wymieniali pomiędzy sobą te ostatnie grzeczności z bladym uśmiechem i nie patrząc sobie w oczy.
Nagle Tuśka ukryła twarz w poduszki. Coś ją dławiło w gardle... coś...
Pochylił się nad nią.
— Co ci jest?... głowa?
— Tak!
— Weź fenacetyny. Pan Porzycki, wracając z dworca, przyniesie ci kilka proszków.
— Dobrze!